W drodze po lepsze życie..

Nie przepadam za Facebookiem, ale lubię go za jedną rzecz - ma moc motywowania i jednoczenia grupy osób w nagłych sytuacjach. I taką sytuację mieliśmy..

Wyruszyliśmy na święta w trasę i nie planowaliśmy żadnego postoju, ale córka gorzej się poczuła. Pochodziła trochę, dotleniła się i gdy już chcieliśmy wsiadać do auta, Przemek mówi- Gosia, tam pod stołem jest kot.
Intuicyjnie czułam, że ta historia będzie miała ciąg dalszy i podeszłam.. Kotka wstała i wyszła spokojnym krokiem nam naprzeciw. Wyglądała na senną i przemęczoną, ale nie to rzuciło się w oczy, a jej duży brzuch.. Wiedziałam w tym momencie, że to nie przypadek, że nie zrobiła sobie spacerku z miejscowości oddalonej o około 4 km, a najprawdopodobniej została porzucona w miejscu postoju aut.

Zastanawiałam się, czym ją nakarmić, jedyne, co przyszło mi do głowy to serek ryżowy z mlekiem choć wiem, że kot nie powinien spożywać mleka krowiego. Jednak w obliczu myśli, że może nie jadła od wielu godzin lub dni, dałam z ulgą, że chociaż to mogę... Kotka wychudzona, patrząc na nią z góry widziałam tylko ten brzuch i kręgosłup..
Nie mieliśmy możliwości, aby ją w jakikolwiek sposób zabezpieczyć i odjeżdżanie z tego miejsca, ze świadomością, że zostawiam kotkę na odludziu przy ruchliwej drodze, było trudne, bo od tej chwili cały czas o niej myślałam. 
Jedyna rzecz, jaka mi przyszła do głowy w momencie opuszczenia miejsca to myśl, że ludzie muszą się o niej jak najszybciej dowiedzieć. I tak zrobiłam-  opublikowałam post o porzuconej kotce na wielu grupach, co zaowocowało reakcją. Zgłosiło się kilka osób o wielkim sercu mieszkających w okolicy, którzy zadeklarowali pomoc w poszukiwaniach. Trwało to około sześć dni, ponieważ kotka przez pięć dni nie pokazywała się. Karma nie znikała, co nas martwiło. Aż chyba szóstego dnia Justyna napisała do mnie, że jest już bezpieczna.. Czekała w miejscu postoju, ale brzuch zniknął.. 
Jak tylko usiadła w aucie, usnęła wyczerpana i przez kolejne tygodnie na przemian spała i jadła... Od razu trafiła pod opiekę weterynaryjną. Okazało się, że była odwodniona, ze sporą niedowagą, masą kleszczy i robaków..
Kolejne dni były jeszcze trudniejsze.. Poszukiwaliśmy na zmianę w kilka osób maluchów. Niestety nie udało się ich odszukać. Kotka nie miała laktacji, sama też do nich nie zaprowadzała. Wierzyłam do końca, że cała rodzinka zostanie zabezpieczona, ale stało się inaczej. Mimo to poczułam ulgę, gdy była już nakarmiona i bezpieczna. Tymczasowe schronienie, bardzo awaryjne zapewnił Erwin, którego w sumie nie znam, jak i pozostałych osób, ale to aniołowie. :)

W międzyczasie znalazłam fundację z Drezdenka, która zgodziła się przyjąć Marysię. Sprawa się nieco skomplikowała, gdy w weekend już ją mieliśmy, okazało się, że zanim trafi pod ich skrzydła, wymagany jest test na panleukopenię. Wiem, co oznacza ta choroba.. także było to zrozumiałe. Ale sytuacja przybrała piękny obrót, ponieważ po około dwóch dniach odezwała się rodzina z Choszczna, która adoptowała Marysię.  To znajomi Erwina, dlatego mam aktualne informacje, co tam słychać u Marysi - tak nazwała ją Justyna, gdy założyła na Facebooku grupę dla naszej garstki, aby usprawnić komunikację.  
Nie przetrwałaby tam długo sama, stan zdrowia to pokazał. Poza tym dzikie zwierzęta, auta i ludzie... No właśnie, co człowiek, który ją tam zostawił sobie myślał. Poczuł ulgę, że problem z głowy, że kotka w wysokiej ciąży sobie sama poradzi? A może go to w ogóle nie obchodziło. A wystarczyło wysterylizować. A jak nie masz pieniędzy, poproś fundację, gminę, popytaj.

Pod postem ludzie złorzeczyli na tego, kto to zrobił. Ja nikomu źle nie życzę w myśl zasady nie życz tego, co tobie niemiłe. Pisali, że karma wraca. I owszem to wróci do tej osoby. Ale karma to nie kara, to prawo przyczyny i skutku, siewu i plonu, to doświadczenie, które zapisuje się w duszy. I przyjdzie moment, że ten niezdany egzamin trzeba będzie powtórzyć jeszcze raz, a może wiele razy. Ten, kto wyrzuca zwierzę na pewną śmierć, wyrzuca miłość ze swojego życia.

A teraz kilka fotek:)




W miejscu postoju






W drodze po lepsze życie..


I w nowym domu :)





Komentarze

Popularne posty