Bajka ” O tym, jak smutna dziewczynka, przestała być smutna”
Bajka ” O
tym, jak smutna dziewczynka, przestała być smutna” , pochodzi z
książki – Maria
Tibbar „Bajki dla duszy- serowy książę i inne opowiadania”
Każdy z nas odbierze tę bajkę
zapewne na swój, niepowtarzalny sposób. Ma ona bardzo aktualny wydźwięk. Nasze
życie emocjonalne w dzisiejszych czasach wystawione jest na różne
niebezpieczeństwa, kryzys emocjonalny zaostrzył się zwłaszcza u dzieci i
młodzieży.
Jest to bajka o dziewczynce,
która czuje i widzi więcej niż inni. Widzi smutne dzieci prześladowane przez
drugie, widzi smutnych i nerwowych dorosłych, którzy są krzywdzeni przez swoich
bliskich lub sami krzywdzą. Gdy wraca do domu, myśli, że telewizja przyniesie jej ulgę… Ale tam
też nie dzieje się dobrze. Wojny, przemoc, strach, którym jesteśmy karmieni.
Dziewczynka nie wiedziała jak poradzić sobie ze smutkiem, który coraz bardziej napierał na jej wrażliwą duszę. Ucieka do lasu i tam spotyka starszą kobietę, z którą rozmawia. Nie da się uciec przed samym sobą, trzeba odnaleźć drogę do swojego serca i poznać, kim naprawdę jesteśmy. Jest w nas ogromna moc i mamy sprawczość, by tworzyć własną bajkę i zmieniać rzeczywistość wokół nas, ale nie da się uratować całego świata.
Las według mnie, ma w bajce wymiar symboliczny. Kojarzy się z
niebezpieczeństwem, tym co nieznane, ale też z poszukiwaniem. Las to przełom - powzięcie
decyzji o zmianie, wyjście naprzeciw swoim lękom. Ale też las to pokłon dla
natury, która uzdrawia i daje ukojenie. Dziecko znalazło swoją drogę i wejrzało
w głąb duszy. Wie, że nie może zmienić świata, ale może zmienić siebie i pomóc
innym w najbliższym otoczeniu, jeśli tego chcą.
Przytoczona bajka pokazuje, że
warto szukać swojej drogi. To my jesteśmy kreatorami swojego życia i mamy wybór
jak reagujemy na doświadczenia. Chociaż od dziecka mówi nam się, jacy mamy być,
jak reagować, uczy się nas- jak nie być sobą, to mamy jednak realny wpływ na
nasze życie.
Nawet w bajkach nie jest kolorowo
i tam znajdują się potwory, z którymi możemy wygrać. Trzeba tylko wyjść im
naprzeciw, by odnaleźć swoją drogę i siłę. Trudne doświadczenia sprawiają
nierzadko, że stajemy się silniejsi.
Dziewczynka musiała pogodzić się
z tym, że nie na wszystko mamy wpływ. Zawsze będzie istniało dobro i zło. Dorośli zagubili dziecięcą wrażliwość, często
pogubili się w życiu. Oni też mają wpływ na swoje życie. Byłoby im łatwiej gdyby spojrzeli w głąb siebie i odnaleźli swoje wewnętrzne dziecko, którym sami byli. By zatrzymali się i zaczęli żyć w tu i teraz, doświadczali życia naprawdę. Powinni też, tak jak dziewczynka
odnaleźć swoje „lusterko” i przejrzeć się w nim, by ujrzeć prawdziwe odbicie.
Każdy potrzebuje wewnętrznego kompasu, takiego właśnie lusterka. Własnej
prawdy. Kim jestem? Do czego dążę?
Nie bez znaczenia, pojawia się tu
żółw. Myślę, że może on symbolizować czas i cierpliwość, jakich potrzebujemy,
by odnaleźć prawdziwe ja. Wszak poznawanie siebie to często długotrwały proces.
Rozmowa ze staruszką natomiast obrazuje, że dziecko dotarło do swojej duszy i
nawiązało z nią dialog. Stara kobieta to również symbol - mądrości, który
pokazuje, że na naszej drodze znajdują się drogowskazy, przychylni ludzie. Że wszystkie odpowiedzi są w nas samych, ale musimy odnaleźć je w ciszy, w spokojnej przestrzeni. Dziewczynka sama stała się takim drogowskazem dla innych ludzi. Trzeba tylko
nadstawić ucha i uważnie się rozglądać.. Może ktoś potrzebuje naszej pomocy?
Czytanie dziecku bajek
terapeutycznych o bohaterach, którzy przeżywają różne trudności sprawia, że
dziecko doświadcza historii razem z nimi. Otwiera to przestrzeń do stawiania
pytań i rozmowy na temat naszych uczuć i emocji. Czytamy je naszym dzieciom,
ale i dorośli chętnie po nie sięgają. Opowiadania mają moc terapeutyczną,
bowiem wzruszają, pobudzają pytania i tęsknoty. W dzisiejszym świecie pełnym
nowych technologii i elektroniki, przeważnie nie ma czasu i przestrzeni do
takich rozmów, dlatego warto wziąć książkę do ręki, która może pomóc przerwać
długie milczenie..
Treść bajki:
W pewnej krainie żyła sobie smutna dziewczynka. Nawet gdy
się dobrze bawiła, gdzieś w kącikach oczu czaił się smutek kładący cień na
wszystko, co dobre. Zdawać by się mogło, że dziewczynka powinna być radosna i
bardzo szczęśliwa: Miała kochającą rodzinę, kolegów i koleżanki, z którymi się
bawiła, była zdrowa, nie brakowało jej jedzenia... Powody jej smutku były więc
dość zagadkowe.
Dziewczynka miała jednak pewną niezwykłą cechę, która
wyróżniała ją spośród rówieśników. Dostrzegała więcej niż inni, czuła mocniej
niż inni, była bardziej wrażliwa od innych. Zauważała rzeczy, na które zwykle
ludzie nie zwracają uwagi, o których nawet nie myślą. Gdy wychodziła na
podwórko, tam gdzie inni widzieli wesołą gromadkę dzieci, smutna dziewczynka
dostrzegała samotnie bawiące się, smutne dzieci: chłopca siedzącego w rogu
piaskownicy, z którym nikt nie chciał się bawić, ponieważ nosił okulary. Któreś
z dzieci wymyśliło, że kto nosi okulary, ten na pewno musi być przemądrzały.
Żadne jednak nie próbowało się o tym przekonać. Wystarczyło, że ktoś to
powiedział i wszystkie dzieci przyjęły, że tak jest.
Był tam jeszcze chłopiec, który przewodził wszelkim zabawom
i to on wymyślał, co dzieci teraz będą robić. Był najsilniejszy i
najgroźniejszy. To właśnie on najgłośniej wyśmiewał się z innych dzieci i
wymyślał im przezwiska. Smutna dziewczynka wiedziała jednak, że chłopiec ten w
głębi serca wcale nie jest taki zły, a zachowuje się często tak okrutnie,
ponieważ jego tata cały czas na niego krzyczy.
Dziewczynka zauważała smutek nie tylko u dzieci, ale i u
dorosłych. Słyszała jak jej sąsiedzi na siebie krzyczą, ponieważ zapomnieli, że
można ze sobą rozmawiać. Widziała starszą panią, która o świcie szukała w
śmietnikach pustych puszek, by je sprzedać i mieć pieniążki na jedzenie. Nie
była biedna, po prostu syn zabierał jej całą emeryturę, a potem przegrywał
wszystkie pieniądze w karty... Smutnych dorosłych było chyba jeszcze więcej niż
dzieci.
Gdy dziewczynka widziała to wszystko, ogarniał ją ogromny
smutek i ból, który pogłębiał się jeszcze, kiedy włączała telewizor. Zmieniała
szybko kanały w poszukiwaniu programu, który by ją rozweselił, ale zanim udało
jej się czasem taki odnaleźć, widziała ludzi, którzy kłamią, udają innych niż
są naprawdę, mówią co innego, niż myślą, i choć była za mała, by wszystko
zrozumieć, jej niezwykła wrażliwość pozwalała wyczuć fałsz i kłamstwo. Jeszcze
trudniejsze były dla niej pokazywane wydarzenia: wojny, strzelaniny, napady,
kradzieże, wypadki — same okropności, których dramat tak boleśnie odczuwała, że
aż robiło się jej słabo. Przestała więc oglądać telewizję i coraz więcej czasu
spędzała na dworze, unikając ludzi i chodząc ze swoim pieskiem na spacery.
Pewnego dnia dziewczynka zapuściła się daleko, daleko w głąb lasu i dotarła do miejsca, w którym jeszcze nigdy nie była. Drzewa stawały się tu jakby bardziej zielone, spośród gałęzi docierało niezwykle jasne słoneczne światło, a ptaki śpiewały wesoło. Nagle usłyszała jakiś dźwięk dochodzący spomiędzy drzew.
W pierwszej chwili dziewczynka pomyślała, że to sarenka,
albo inne leśne zwierzątko. Jednak gdy przyjrzała się lepiej, okazało się, że
to staruszka zbierająca chrust.
— Co tu robisz sama, tak daleko od domu? Przed czym
uciekasz? — zapytała kobieta i uśmiechnęła się do dziewczynki dobrotliwie.
Dziewczynka opowiedziała staruszce o tym wszystkim, co widzi
dookoła siebie i o tym, jak bardzo ją to boli.
— Dlaczego życie nie jest bajką? — spytała na koniec
staruszkę.
— Ależ życie jest bajką — odpowiedziała nieznajoma
— tylko musisz ją sama napisać.
— Jak to? — zdziwiła się dziewczynka.
— Każdy pisze swoją bajkę — zaczęła spokojnie tłumaczyć
staruszka. — Każdy decyduje za siebie, wybiera, tworzy swoje życie, pisze
własną opowieść. Nie możesz sama uratować świata. Możesz jednak starać się
pomóc tym, którzy twej pomocy potrzebują. W każdej bajce czasem pojawiają się
strachy i potwory, które trzeba zwalczyć, czy jakaś wiedźma, którą musisz
pokonać, ale masz przecież moc, by to zrobić! Każdy ma taką moc, jednak
większość o tym zapomina. Musisz pisać swoją własną historię, i jeśli chcesz coś
zrobić dla innych, to pokaż, że życie może być dobrą bajką, jeśli tylko sami
będą chcieli ją stworzyć.
— Ale jak się za to zabrać? Za tę swoją historię? — zaczęła
zastanawiać się dziewczynka.
— Musisz zajrzeć w głąb siebie... — odpowiedziała staruszka.
— Idź dalej ścieżką, którą wybrałaś, wtedy znajdziesz
odpowiedź — dodała tajemniczo.
Dziewczynka chciała poprosić staruszkę o wyjaśnienie, jednak
zanim zdążyła się odezwać, staruszka jakby rozpłynęła się w powietrzu... W
miejscu, w którym stała, pojawił się za to dość pokaźnych rozmiarów żółw. Żółw
uśmiechnął się do dziewczynki i zaczął oddalać się w dość szybkim tempie.
„A jednak!” — pomyślała dziewczynka. — „Życie to bajka”.
Dziewczynka próbowała odszukać żółwia, jednak zniknął tak
szybko, że nie pozostawił po sobie najmniejszego śladu. Za to bardziej wyraźna
stała się ścieżka, która wcześniej gubiła się w wysokiej trawie. Była to ta
sama ścieżka, która doprowadziła ją tutaj, lecz ciągnęła się jeszcze dalej,
między drzewami i pięła wysoko w górę.
Dziewczynka zaczęła podążać dalej, aż doszła do wielkiego
wodospadu. Nie słychać było jednak huku ani szumu wody, lecz kropelki spadając
w dół grały tylko jakąś niezwykłą melodię. Gdy dziewczynka podeszła bliżej
zauważyła, że tafla wody jest gładka jak powierzchnia lustra i można się było w
niej przejrzeć.
Dziewczynka pochyliła się i zobaczyła po drugiej stronie
wody inną dziewczynkę, podobną do niej, lecz nie taką samą.
„Czy to jestem ja?” — pomyślała i podeszła jeszcze bliżej do
wodnego lustra.
— To możesz być ty — odpowiedziała dziewczynka znajdująca
się po drugiej stronie lustra.
Dziewczynka zdziwiona spojrzała na swoje niezwyczajne
odbicie. Oczy dziewczynek spotkały się i wtedy stało się coś jeszcze bardziej
dziwnego. Wodna dziewczynka jakby zahipnotyzowała smutną dziewczynkę wzrokiem,
tak, że ta „zatonęła” w oczach swego odbicia. Poczuła się, jakby jednocześnie
spadała i unosiła się do góry. Przed oczami przemykały jej różne obrazy,
wspomnienia pomieszane z marzeniami, snami, a wszystkie one w zaskakujący
sposób łączyły się w pewną jedną, spójną całość, aż nagle... wszystko zatrzymało
się. Dziewczynka znów znalazła się przed taflą wody. Jej odbicie zaczęło drżeć
coraz silniej i silniej, aż w końcu tafla wody rozprysła się na wiele odłamków.
Po chwili dziewczynka stała przed stosem malutkich, misternie zdobionych
lusterek, a po wodzie nie było śladu. Dziewczynka pochyliła się i podniosła
jedno lusterko. Gdy w nie spojrzała, ujrzała jakby „echo” tego, co zobaczyła w
oczach wodnej dziewczynki. Zaś z tyłu lusterka znajdowało się — pięknie
wygrawerowane — jej imię. Dziewczynka zaczęła sięgać po inne lusterka, jednak
nic w nich nie zobaczyła. Każde lusterko miało wygrawerowane inne imię, każde
już do kogoś należało. Tylko właściciel mógł w nie zajrzeć i zobaczyć...
siebie.
Dziewczynka zrozumiała, że powinna znaleźć wszystkich
właścicieli lusterek... Niektórych dziewczynka znała, innych musiała dopiero
odszukać, choć okazało się to nie takie trudne jak podejrzewała. Bardzo pomocny
okazał się jej piesek, który wytropił nieznajomych. Co zaskakujące, lusterka —
jakby już należały do tych osób — miały ich zapach, piesek więc odnalazł ich
błyskawicznie. Dziewczynka czekała teraz z niecierpliwością, jak zareagują
właściciele lusterek, czy coś się zmieni, gdy w nie popatrzą? Czy dostrzegą w
nich cokolwiek? Zrozumieją? Czy będą lepsi, szczęśliwsi?
Lusterka najsilniej zadziałały na dzieci. Groźny chłopiec
złagodniał i zaprzyjaźnił się z „okularnikiem”. Dzieci przestały się śmiać z
piegowatej dziewczynki, a nawet ona sama polubiła własne piegi, które przecież
dodawały jej tylko uroku.
Z dorosłymi było już nieco gorzej. Co prawda starsza pani
szukająca puszek, spakowała się i gdy tylko dostała kolejną emeryturę kupiła
bilet do ciepłych krajów, gdzie mieszkała jej kuzynka i tam odpoczywały w
cieniu palm przez długie, długie lata. Jednak krzyczący sąsiedzi krzyczeli
nadal... może tylko trochę ciszej. Nie umieli patrzeć sobie w oczy, nie umieli
też pewnie spojrzeć w swoje lusterka... A może na zmiany potrzeba było po
prostu więcej czasu...
Dziewczynka cieszyła się z tego, co udało się naprawić i
wiedziała, że musi się pogodzić z tym, czego zmienić nie może. Miała przecież
swoje lusterko, które przypominało jej kim jest, kim chce być i podpowiadało,
co robić. A choć pozostała niezwykle wrażliwą osóbką, smutek zniknął z kącików
jej oczu. Zamiast niego pojawił się tajemniczy „błysk”, promyczek radości,
nadziei i wiary w to, że życie jest bajką...
.png)

Komentarze
Prześlij komentarz